Nie lubię poniedziałku: początku tygodnia radosnych obowiązków, listy spraw do załatwienia, nienapisanych z braku koncentracji prac, potrzeby wyjścia z domu w stanie mniej-więcej do użytku.
Ponieważ nie zjem porannej jajecznicy z Kazimierzem Rudzkim, brakuje mi motywacji aby w za krótkiej spódnicy wymaszerować dziś rano na spotkanie ze światem. Żeby choć w planach była kawa zbożowa w barze mlecznym w towarzystwie mężczyzny w dobrze skrojonym garniturze…
Walcząc z zatruciem kawą (niestety) i porządkując ostatnie sprawy przed świąteczną wycieczką do domu, słucham Kultu. Za moimi plecami stoi otwarta walizka, jeszcze pusta. Bez zmian: nadal nienawidzę pakowania; jutro będę spontanicznie wrzucać ubrania i prezenty. Kazik powinien napisać piosenkę o torturach pakowania. W wielu innych sprawach trafił idealnie w moje odczucia. Słucham Polski i przypomina mi się, jacy w liceum byliśmy wspaniale zblazowani, ale jak mimo wszystko pragnęliśmy zmian. Te pociągi i ponure perony… przypomina mi się noc, którą z Jakubem spędziliśmy na dworcu w Zielonej Górze; jego spontaniczny krwotok z szyi bez żadnych śladów, groźni bezdomni, jak czytaliśmy Autostopem przez galaktykę, żeby nie zasnąć. Trudno uwierzyć, że to było prawie pięć lat temu. Podejrzewam, iż jest to tak naprawdę do powtórzenia, z krwotokiem włącznie. Tylko że znaleźliśmy się w tak odległych miejscach, nie tylko geograficznie, że osób, które mogłyby to powtórzyc już nie ma.
jeśli się nie mylę, tak zaczynał swoje listy do przyjaciół Zbigniew Herbert. Podoba mi się, więc kradnę. Moje kochane Zwierzątka, chyba nic z tego nie wyjdzie… z mojego pisania tutaj po polsku. Myślałam na początku, że będę przeplatać, ale nigdy się na to nie składa.
Nie mówię “nigdy”, ale nie chcę obiecywać. Myślę, że ci, którzy mnie dobrze znają, rozumieją lub zrozumieją, o co mi chodzi. Moja czteroletnia wojna z polonistką w liceum sprawiła, że uciekłam od pisania po polsku. Studia w obcym języku też mnie do tego nie zbliżyły. Nie oznacza to jednak jakiejś bolesnej alienacji od języka ani kultury, mimo że chwilowo nie mieszkam w kraju. Nadal lubię polski jazz, poezję, Kazika, humor Grzegorza Halamy, filmy Barei i Poznań. Ale jeśli chodzi o pisanie, postanowiłam na razie pójść kawałek drogą Conrada. (Nie, nie zaciągnęłam się na statek i nie planuję napisać alternatywnej wersji Lorda Jima.) Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Proszę, piszcie, niekoniecznie na temat. Prawdę mówiąc, bardzo cieszą mnie komentarze po polsku, szczególnie gdy mają to szczególne, nieprzetłumaczalne poczucie humoru.